Dom lekarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Dom lekarza

Pisanie by Naoji on 02/12/13, 09:58 pm


Naoji

Rejestracja : 02/12/2013
Liczba postów : 20


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Dagatto on 02/12/13, 10:41 pm

Był w jednej z sąsiednich, mniejszych wsi, gdzie miał dostarczyć ważną wiadomość jakiejś kobiecie. Otworzył mu przyjemniaczek, który wyglądał conajmniej na zawodnika sumo. Wiedział, że będą się kroić kłopoty, więc jak najszybciej chciał porozmawiać z tą kobietą, dać jej wiadomość i się zwijać. Jednak to nie bardzo poszło po jebo myśli. Puszysty facet okazał się nie być pierwszej trzeźwości, tym bardziej że wziął Astushiego za jakiegoś dawnego wroga rodziny. Kobieta zjawiła się w czas i w porę, bo z poszkodowanego Dagatto nie byłoby czego zbierać, a skończyło się na lekkim rozcięciu na wardze. Przekazał pannie list,  która przepraszała go prawie że na kolanach. Nawet proponowała mu opatrzenie ran, ale coś czuł, że woli tu już dłużej nie zostawać. Wsiadł na konia i odjechał. Rana trochę piekła, a chusteczka zrobiona z kawałka szmaty była już całkiem nieźle zakrwawiona. Co jest, do cholery? Zsiadł z konia dopiero u celu swojej podróży, czyli pod domem swojego przyjaciela. Miał być u niego i tak od razu po wykonaniu zadania, brakowało mu już ziół leczniczych. Przywiązał konia do jednego ze słupków i wszedł po schodkach na podest.
- Takawa? - Zapytał, trochę niewyraźnie i cicho, bo zapomniał że ciągle ma przy ustach ten kawałek materiału. Zaklął pod nosem, spojrzał krytycznie na krew. Na szczęście rana powoli zasychała. Powtórzył nazwisko przyjaciela jeszcze raz, na wszelki wypadek, jakby wcześniej go nie usłyszał i nie zrozumiał.

_________________

Dagatto

Rejestracja : 30/11/2013
Liczba postów : 5


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Naoji on 02/12/13, 10:57 pm

Było już późne popołudnie, gdy zakończył opatrywać ostatniego tego dnia pacjenta. Pożegnał młodą kobietę z małą dziewczynką, która rozcięła sobie kolano na wyboistej drodze. Pogładził śliczną czarnulkę po włosach i pomachał na pożegnanie odchodzącej dwójce.
Dopiero teraz poczuł, jak bardzo jest zmęczony, chociaż nie napracował się teoretycznie zbyt wiele. Potarł z sobą zmarznięte dłonie i chuchał kilka razy. Powietrze było chłodne, więc zaczęły się tworzyć zabawne opary, przybierające różne wzory. Naoji zapatrzył się na nie i delikatnie uśmiechnął. Nie miał służby, która by mu pomogła, przygotowała jedzenie, czy przyszykowała palenisko, więc powolnymi ruchami zaczął przygotowywać dom do snu. Przebrał się w cieplejsze kimono, związał włosy i zapalił świeczkę w głównym pokoju, w którym miał zamiar przyjąć swojego jedynego dzisiaj gościa.
Od dawna czekał już na przybycie przyjaciela, który zapowiedział się jakiś czas temu. Zaczął gotować ryż i wyciągnął okrycia, by nie było im zimno, gdy będą przesiadywać. Wolał nie rozpalać jeszcze żeliwnego piecyka, gdyż obawiał się, że nie starczy mu drewna do jutra, a nie chciał marznąć w nocy.
Poruszył się nieznacznie, gdy jego uszu doszedł dźwięk kopyt uderzający o kamienną drogę. Był już pewien, że doczekał się przybycia swego dzisiejszego towarzystwa. Kroki na werandzie potwierdziły przybycie Dagatto. Zmarszczył jednak brwi, gdy usłyszał jego dziwny głos. Zostawił przygotowywane danie i szybko ruszył w kierunku wejścia.
- Dagatto-san, co się stało? Proszę, wejdź szybko, byś nie marzł – ponaglił go i zasunął za przyjacielem shoji.
Niemal od razu pociągnął go za sobą do źródła światła, poczekał jedynie, by mężczyzna ściągnął buty. Zmusił go, by usiadł i zabrał mu dłoń z zakrwawioną szmatką od twarzy. Zmarszczył nieprzyjemnie brwi i pokręcił głową.
- Obawiam się, że spuchnie jeszcze bardziej. Ale bałem się, że będzie to gorzej wyglądać – wyraźnie odetchnął i się uśmiechnął. – Dobrze cię widzieć, przyjacielu.
Wchodząc do domu Takawa od razu czuło się ciepłą aurę tego miejsca.

Naoji

Rejestracja : 02/12/2013
Liczba postów : 20


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Dagatto on 02/12/13, 11:32 pm

Przyjaciel pojawił się przed nim szybciej, niż się tego spodziewał. Wszedł prędko do środka, ściągnął buty, a później został zaciągnięty dalej i zmuszony by usiaść, no a dalej zabrano mu szmatkę z dłoni. Uśmiechnął się, ale lekko, bo wciąż cholerstwo podszczypywało.
- Jak zwykle nadopiekuńczy. - Powiedział rozbawionym tonem, ale mimo wszystko był mu za to wdzięczny. Czasami na dłuższą metę go to drażniło, czuł się przy Naojim nie raz jak małe dziecko, które by sobie nie poradziło przy prostych czynnościach. Jednak to ma wiele swoich plusów, bez tego nie byłoby całego Naojiego przecież. Pokręcił lekko głową i machnął zaraz ręką na jego diagnozę.
- Złego diabli nie wezmą. - Zbył go. Od rozcięcia wargi przecież nic wielkiego się stać nie może, prawda?
- Miałem małe problemy przy dostarczeniu przesyłki. Przez chwilę poczułem się jak mrówka przy słoniu. - Zmarszczył lekko brwi, nie będąc zadowolonym z całego zajścia, jednak brał to na dystans. Nie było czasu teraz na nerwy, kiedy spotkał się z przyjacielem, którego nie widział ładnych parę dni. Tym bardziej, że kiedy zawsze odwiedzał to miejsce, czuł się bezpiecznie i spokojnie. Nie wiedział, czemu może to zawdzięczać, ale równie dobrze mógł stąd nigdy nie wychodzić, gdyby sytuacje mu na to pozwalały.
- Też się cieszę, że cię widzę. - Mruknął, patrząc na niego z lekkim uśmiechem.
- Miałem dzisiaj długi dzień... - I ciężki, dodał sobie w myślach. Wciągnął rękę, by trochę rozmasować sobie kark. Prawie cały dzień w siodle też swoje robił.
- A ty? Nie nabawiłeś się żadnej choroby? - Znając Takawę i jego tendencję do chorowania, o tej porze roku mogłoby być to całkiem prawdopodobne.

_________________

Dagatto

Rejestracja : 30/11/2013
Liczba postów : 5


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Naoji on 02/12/13, 11:52 pm

Taki był już urok jasnowłosego mężczyzny. Od życia spotkało go wiele złego, więc całym sobą potrafił się poświęcić drugiej osobie, by po prostu nie myśleć. Mimo wielu lat, które dzieliły go od osobistych tragedii, ciągle nie potrafił się z nimi pogodzić, a mimo to był przykładnym człowiekiem, robiącym nieraz więcej dla innych, niż było to wymagane.
Na uwagę Dagatto o swej nadopiekuńczości jedynie się lekko uśmiechnął. Po prostu taki był i można go było za to jedynie kochać, bo nieczęsto można było spotkać takich ludzi.
- Faktycznie, od tego nie umrzesz, jednak o dobrym wizerunku możesz przez najbliższe dni zapomnieć – odparł uprzejmie.
Chociaż zakończył już tego dnia pracę, to udał się do pomieszczenia obok, gdzie stały jego różne medykamenty i przygotował maść łagodzącą obrzęk. Roztarł potrzebne zioła w moździerzu i wrócił z miseczką z wodą.
- Daj, zajmę się tym – wszelkie protesty były bezcelowe.
Naoji otarł wpierw zaschniętą krew, a później nałożył na rozcięcie przyszykowaną wcześniej maść, która miała docelowo zlikwidować zaczerwienienie oraz opuchliznę. Odkazi również ranę, gdyż ta pewnie zabrudziła się podczas podróży, gdy nie była odpowiednio zabezpieczona. Mogło piec, a wręcz miało, lecz lekarz pozostawał niewzruszony i kontynuował zabieg.
- Twoje zadania, choć pozornie błahe, wydają się być coraz to trudniejsze. Aż czasami trudno uwierzyć, ze jesteś jedynie posłańcem. Biorąc pod uwagę wszelkie Twoje rany – białowłosy nigdy nie wnikał dokładnie, czym zajmuje się przyjaciel.
Wystarczyło, że mu ufał i miał pewność, że Dagatto go nie zdradzi. A przynajmniej w takim żył poczuciu. Zadowolony ze swojej pracy, odłożył na bok miseczki i potarł lekko czoło. Zauważył zmęczenie przyjaciela i przekrzywił głowę na bok.
- Może miałbyś ochotę się wykąpać? Z pewnością kąpiel pomoże pozbyć się trudów podróży – zaproponował nagle.
Czasami był przerażający, gdy po samym wyglądzie potrafił ocenić stan drugiego człowieka. Delikatny uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- O dziwo jeszcze nie zachorowałem, jednak czuję, że długo ten stan się nie utrzyma. Noce są coraz to dłuższe i zimniejsze, a ja nie mam czasu, by drwa narąbać. Gdy kończę pracę robi się już ciemno, a od samego rana ludzie pukają do moich drzwi – wpierw inni, później on.
Od razu było widać jakimi zasadami kieruje się mężczyzna i trudno było go sobie wyobrazić przy pracach fizycznych, choć mimo cherlawego wyglądu, radził sobie z nimi całkiem sprawnie.

Naoji

Rejestracja : 02/12/2013
Liczba postów : 20


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Dagatto on 03/12/13, 02:04 pm

- No tak, dawka mojej zabójczej przystojności zmalała przynajmniej o kilka punktów, to może być ten problem - Powiedział z udawaną pewnością siebie w głosie, żartował oczywiście. Nie zatrzymywał nawet przyjaciela, jak zniknął w sąsiednim pomieszczeniu. Dokładnie wiedział, gdzie idzie i po co. Więc już nie protestował, kiedy zabrał się za opatrywanie tej ranki. Skrzywił się tylko paskudnie, jak mocniej zapiekło, ale chyba zdążył się już do tego przyzwyczaić.
- Dopóki dobrze mi płacą, nie śmiem narzekać - Wyjaśnił krótko, nie chcąc na razie drążyć tematu. Sam nie bardzo lubił mówić o swojej pracy, bo miała swoje wady i zalety. Zalety to między innymi dobre stawki, a wady... No cóż, tego na pewno nazbiera się więcej. Był pewien, że ktoś już mógł polować na jego głowę. To wlaśnie było najzabawniejsze w tym wszystkim. Poza tym było wiele spraw, o których lepiej głośno nie mówić nawet przyjacielowi. Jednak nie było mowy o żadnym zbaczaniu z drogi i zmiany zajęcia, póki nic i nikt nie krzyżuje mi planów.
Po pytaniu przyjaciela pokręcił przecząco głową.
- Nie teraz, może później - Nie miał na razie ochoty, poza tym kąpiel urządził sobie dziś rano, więc na razie dość.
- Mogę ci pomóc, albo weź sobie dzień wolnego. Na pewno dobrze ci zrobi - Zaproponował, lekko wzruszając ramieniem. - Przemęczysz się w końcu, a wtedy ja będę się bawił w nianię  - Uśmiechnął się, wstając. Przypomniał sobie, że przecież konia zostawił na zewnątrz, a na pewno ten też potrzebował odpoczynku. Założył buty, by wyjść na chwilę. Poluzował popręg, później zdjął z konia worek i położył na werandzie. Wrócił do pomieszczenia, zasuwając za sobą shoji.
- Nie lubię pory zimowej - Zmarszczył brwi niezadowolony, wracając na swoje miejsce. Robiło się coraz chłodniej, wcześniej zdawało się tego nie czuć, kiedy jechał do Naojiego.

_________________

Dagatto

Rejestracja : 30/11/2013
Liczba postów : 5


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Naoji on 03/12/13, 02:23 pm

Naoji nie narzucał się swoimi słowami. Gdy mężczyzna zrezygnował z proponowanej mu kąpieli, nawet nie nalegał ponownie. Poniekąd był szczęśliwy, że nie spędzi tego wieczoru samotnie, jak zdarzało się to niejednokrotnie od kilku dni. Poszedł za przyjacielem i spojrzał na wierną chabetę Daga.
- Może zaprowadź ją do stajni? – zaproponował cicho.
Może i sam nie miał konia, bo nie było go stać na jego utrzymanie, ale zaciszne miejsce dla kopytnych zwierząt było. Tym samym w niebezpośredni sposób zaproponował ciemnowłosemu pozostanie na noc. Wrócili z powrotem do pomieszczenia. Naoji narzucił na siebie dodatkowe okrycie i nałożył im do miseczek ryżu. Danie było niesamowicie skromne, choć Dagatto był pewien, że białowłosy na brak funduszy nie powinien narzekać. Jak łatwo było się domyślić, Naoji zostawiał sobie tyle, co było konieczne do życia, zaś resztę dawał potrzebującym. Często też nie brał pieniędzy za leczenie, gdy wiedział, że to mogłoby skazać całą rodzinę na niebyt. Miał serce ze złota i niczego nie oczekiwał w zamian, choć często kobiety z sąsiednich domów przygotowywały dla niego posiłki, a dzieci przynosiły owoce, gdy był na nie sezon.
- Faktycznie powinienem odpocząć – jego wypowiedź przerwało kichnięcie. Od tego zazwyczaj się zaczynało. Zaparzył sobie ziół i uśmiechnął się szczerze. – I nie miałbym nic przeciwko, gdybyś został. Mój dom jest twoim domem – mówiąc to, lekko skłonił się w kierunku starszego mężczyzny. – Może miałbyś ochotę wyjść ze mną dzisiaj do miasta? Razem byśmy się odprężyli, a jutro po prostu ograniczę wizyty? – zaproponował nagle.
Było rzadkością, że Takawa chciał gdzieś wyjść. Musiał naprawdę czuć się już przytłoczony pacjentami i codziennością, że pragnął się od tego oderwać, a towarzystwo Dagatto cenił sobie ponad wszystko.
W końcu z przyjaciółmi najlepiej się spędza czas.
***
Następnego dnia każdy z nich poszedł w swoją stronę. Dagatto musiał się udać do "pracy", zaś Naoji zaczął jednak przyjmować pacjentów, nie mogąc się powstrzymać od niesienia pomocy innym.


//Jako że Dagatto stracił na razie wenę i inne tego typu przymioty, pozwoliłem sobie zawiesić sesję i uznać ją za zakończoną na obecną chwilę, by nie stać na fabule bez sensu//

Naoji

Rejestracja : 02/12/2013
Liczba postów : 20


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Sayuri on 12/12/13, 06:21 pm

Sayuri była zdolną i bardzo utalentowaną młodą maiką. Zdążyła już zwrócić na siebie uwagę nie jednego mężczyzny, choć póki co, przyglądała się jedynie swojej onesan, chcąc nauczyć się jak najwięcej. Gejsza coraz częściej zabierała ją ze sobą do herbaciarni. Tam na ogół maiko siedziała, ładnie się uśmiechając, od czasu do czasu napełniała czarki sake, zabawiając mężczyzn nieznaczną rozmową. Nie mogła jeszcze swobodnie z nimi rozmawiać, bowiem nie miała takich upoważnień. Nieraz Mema prosiła ją o to, aby zagrała im coś na instrumencie, jednak póki nie będzie miała swojej inicjacji, nie chciała zbytnio chwalić się talentami. Cóż by była z niej za gejsza, gdyby od razu wszystko sprzedała?
Tym razem Mema-san, zamierzała zabrać ją do lekarza. Nie bez przyczyny zresztą zamierzała to uczynić. Uznała bowiem Takawę za kogoś, kto mógłby kupić mizuage Sayuri. No, ale żeby to zrobił, musiał poznać naszą maiko! Oj tak, tak onesan potrafiła uknuć całkiem niezłe plany. Nawet zdążyła już przedstawić swój plan odnośnie mizuage. Jeśli się uda, Sayuri będzie mogła wreszcie pracować jako gejsza i spłacać swój dług.
- Mema-san, jesteś pewna, że musimy do niego iść? - spytała, spoglądając na nią z niepewnością. Jakoś nie chciała przechodzić takiego badania i to ją nieco krępowało. Nawet nie wiedziała i nie rozumiała czym jest mizuage i na czym ono polega. Mema powiedziała jej, że dowie się w swoim czasie...
W każdym razie, dotarły wreszcie do gabinetu lekarskiego, gdzie to Mema weszła pierwsza.
- Takawa-sensei, przyszłam z moją uroczą meiko! - zaśmiała się kurtuazyjnie, przesłaniając usta swoim wachlarzem. Sayuri rozejrzała się płochliwie po pomieszczeniu swoimi błękitnymi źrenicami. Nie raz mężczyźni zdawali się być nimi zafascynowani, traktując ją jako czystą egzotykę, jednak czasem okazywali strach. Nie wiedziała, kiedy mężczyzna zamierzał się pojawić, więc trzymała się tuż za swoją onesan. Dłonie złączyła z przodu, na podołku, stojąc niewzruszenie z dumną niczym paw pozycją. Można by śmiało powiedzieć, że dziewczyna zdawała sobie sprawę ze swojej urody, jednak udawała, że nie wie, iż przyciąga uwagę mężczyzn.

Sayuri

Rejestracja : 10/12/2013
Liczba postów : 10


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Naoji on 12/12/13, 06:44 pm

Ten dzień zdawał się nie mieć końca. Naoji spędził go niemal całego na powietrzu oraz w drodze do chorych pacjentów. Dopiero co wrócił i musiał sam przed sobą przyznać, że najzwyczajniej w świecie zapomniał o umówionej wizycie dwóch gejsz.
Szykował właśnie posiłek, gdy usłyszał melodyjny i wręcz emanujący kobiecością głos. Spojrzał na siebie, bowiem przebrany był już w zwykłe kimono. Opuścił rękawy, zestawił kociołek z paleniska i przygasił nieznacznie płomień, by przypadkiem za wiele drewna nie uległo zużyciu.
Pojawił się w drzwiach po drugiej stronie pokoju. Jeżeli Sayuri uważała siebie za kogoś niezwykle egzotycznego przez wzgląd na kolor oczu, to lekarz był prawdziwą zjawą żyjącą wśród ludzi. Uśmiechnął się ciepło i szybkim ruchem dłoni związał długie, białe włosy w wysokiego kucyka, by te nie przeszkadzały mu podczas czynności lekarskich.
Starał się nie patrzeć na dziewczynę schowaną za kobietą, która zwracała na siebie niemałą uwagę. Pokłonił im się lekko.
- Wybacz mi, pani. Zapomniałem o Waszej dzisiejszej wizycie. Proszę, wejdźcie – szybko, bezszelestnie przeszedł przez pomieszczenie i pozapalał dodatkowe lampiony, by lepiej widzieć.
Wtedy też obrócił się i ujrzał młodziutką maiko w pełnej okazałości. Był gotów stwierdzić, że było to jeszcze dziecko. Niewinne, nietknięte i nieco zagubione. Zrobiło mu się nieco żal dziewczyny.
- Możesz mi przypomnieć, Mema-san, w jakim celu przybyłyście? – mówił dość cicho, nieco speszony obecnością dwóch, pięknych kobiet.
Aż się wyprostował, by nieco lepiej się prezentować. Miał nadzieję, że Sayuri nie wystraszyła się go na samym wstępie i nie będzie od niego odsuwała się z obrzydzeniem, bo już i z takimi reakcjami dziewcząt się spotkał. W tym momencie nie wyglądał, jakby w ogóle był zainteresowany młodziutką ciemnowłosą, a podszedł do niej jak do kolejnego pacjenta.
No tak. Miał sprawdzić jej czystość, by zapewne mogła zostać odpowiednio wyceniona. Nie potrafił tego w pełni pojąć, lecz nie walczył z systemem, w którym przyszło mu egzystować.
- Nazywam się Takawa Naoji. Dzisiaj będę twoim lekarzem – po raz pierwszy zwrócił się bezpośrednio do Sayuri.
Unikał poniekąd jej wzroku, nie chcąc jej jeszcze bardziej wypłoszyć.

Naoji

Rejestracja : 02/12/2013
Liczba postów : 20


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Sayuri on 12/12/13, 08:25 pm

Mema uśmiechnęła się kokieteryjnie do mężczyzny, który wyjrzał ze swoich prywatnych pokoi. W dodatku uśmiech ten nieco się poszerzył, widząc jego strój. Sayuri także przestała spoglądać wokół i przeniosła spojrzenie w stronę mężczyzny, nazwanego wcześniej jako Takawa. Dosłownie ją wbiło w tatami, gdy ujrzała bielusieńkie włosy. Wpatrywała się w nie, nie mogąc odwrócić od nich oczu, nawet wówczas, gdy Naoji spiął je szybciutko w koka.
– Sayuri! Nie gap się, to niegrzeczne. Proszę jej wybaczyć, to młode dziewczę jeszcze.
Wytłumaczyła się za swoją podopieczną, odwzajemniając mu ukłon, skłoniła się nawet niżej niż mężczyzna. Wszak zajmował wyższe stanowisko, no i był mężczyzną. Jakby nie patrzeć to czyniło go lepszym. Sayuri także poszła w ślady swojej one san i skłoniła się, z gracją i elegancją. Będąc jeszcze w ukłonie, rzuciła mężczyźnie ukradkowe spojrzenie, uwodzicielskich, błękitnych oczu. Nie odezwała się słowem do mężczyzny, nie wiedziała czy jej wypada, więc wolała powołać się całkowicie na wiedzę starszej gejszy.
– Takawa-senpai, czyżbyśmy były aż tak mało istotne?
Zaśmiała się filuternie, zsuwając swój wachlarz, by po chwili znów go rozsunąć i przesłonić swoją twarz tak, by widać było jedynie jej oczy. Sayuri z cicha przyglądała się zarówno kobiecie jak i lekarzowi, aż wreszcie i na jej wargach pojawił się uśmiech. Delikatne, wątłe rumieńce wstąpiły na policzki Sayuri, gdy mężczyzna spytał się o cel przybycia.
– Jak wiesz, moja słodka Sayuri jest już w odpowiednim wieku. Niestety pewne grono moich koleżanek pozazdrościło urody mojej Maiko i stwierdziło nieczystość. Czyż to nie smutne?
Jej twarz nagle wyraziła wielkie ubolewanie.
Sayuri zapłoniła się jeszcze bardziej, ściskając mocniej splecione dłonie. Ponownie zerknęła na lekarza, z każdą chwilą czując coraz bardziej skrępowaną. Cieszyła się, że ten unikał jej spojrzenia. Może sam nie znosił koloru jej oczu? Przywykła do niego. Sama zaś nie mogła wyjść z podziwu, widząc kolor jego włosów. Zastanawiała się, dlaczego takie były, a z drugiej strony była na tyle samolubna, że cieszyła się, że nie jako jedyna jest inna. Dlatego też nie mogła się powstrzymać przed pewnym komentarzem, który wyrwał jej się szybciej, niż pomyślała o tym. Nawet spojrzała prosto w jego źrenice, które okazały się być równie błękitne co i jej.
- Ma pan piękne włosy, Takawa-sensei.
Odezwała się bardzo cicho, zaskakując się po chwili swoją śmiałością. Mema-san spojrzała na nią ukradkowo, karcąc ją.
Kiedy mężczyzna zwrócił się centralnie do niej, drgnęła, spoglądając na niego spod długich czarnych rzęs. Skłoniła się ponownie, uśmiechając lekko.
- Będę wdzięczna.
Wybąkała, czując się coraz bardziej onieśmielona. Na dobrą sprawę nie wiedziała, na czym dokładnie ma polegać do "badania". Mema onesan uśmiechała się jedynie tajemniczo. W dodatku, miała wręczyć coś mężczyźnie nie wiedząc cóż to jest.

Sayuri

Rejestracja : 10/12/2013
Liczba postów : 10


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Naoji on 13/12/13, 12:18 pm

Mężczyzna miał już doświadczenie w obcowaniu z kobietami, w końcu miał niegdyś własna rodzinę – żonę, dziecko. Jednak wspomnienia na ten temat były zbyt bolesne i nieraz dręczyły go w postaci koszmarów nocami.
Musiał przyznać, że nie sądził, iż dziewczyna o błękitnych oczach może wyglądać tak… Niewinnie, czysto i pięknie. Nie bał się ich. Sam był zbyt wielkim dziwakiem, by dyskryminować kogokolwiek za wygląd. Niewiele osób jednak wiedziało, że cała jego postura, bladość skóry, kolor włosów to wynik genetycznych zawirowań, o których nikt nie mógł mieć pojęcia.
W tym momencie spojrzał znów na starszą z gejsz, która wyraźnie z nim kokietowała. Lekarz wziął głębszy oddech i spojrzał na nie niemal rzeczowo. Musiał w tym momencie wyzbyć się wszystkich ludzkich odruchów, które mogłyby mu utrudniać pracę. Wszak był mężczyzną w sile wieku, więc i on miał swoje potrzeby, które niestety oddalał od siebie, poświęcając się innym.
- Mema-san, nic się nie stało. Nie czuję się urażony – odparł uprzejmie, starając się zachować godnie, co było dość ciężkie, gdy musiał połączyć swoją pozycję z wykonywanym przez siebie zawodem.
Chcąc nie chcąc musiał znów spojrzeć na śliczną dziewczynę. Była taka młodziutka. Pokręcił aż delikatnie głową.
- Jestem niemal pewny, że jej czystość pozostała nienaruszona – widział to w błękitnych oczach gejszy, która na sam widok mężczyzny peszyła się. Tego nie mogła ukryć. –Dobrze, przejdźmy do badania – poszedł po misę z wodą, podwinął rękawy swojego zielonkawego kimona.
Cała jego skóra była równie blada, sama cesarzowa, o ile by się odnalazła, mogłaby mu zazdrościć koloru. Jednak ta jasność miała i swoje minusy. Na Słońcu nie mógł być niemal w ogóle.
Ułożył wszystkie przedmioty potrzebne do „diagnozy”, a była to jedynie ściereczka i miska z wodą, by mógł po wszystkim umyć ręce.
- Nie będzie to dla ciebie miłe, pani – znów spojrzał na dziewczynę, swoim delikatnym uśmiechem chciał ją jakoś pokrzepić. – Ale nie będzie bolało, tyle mogę zapewnić – czuł się skrępowany w towarzystwie starszej gejszy.
Ta ciągle kokietująca panna działała mu poniekąd na nerwy, lecz wiedział, że nie może jej wyprosić. Podszedł do Sayuri, była taka niziutka, że miał ochotę objąć ją i przytulić do swojej piersi, byle tylko nie była tak bardzo wystraszona. Nie wypadło mu. Na komplement dotyczący włosów jedynie się uśmiechnął i skinął głową. To był dobry znak, nie wystraszył jej swoim wyglądem.
- Moim zadaniem będzie sprawdzić, czy żaden mężczyzna do tej pory ciebie nie tknął. Zapewne nikt wcześniej nie dotykał ciebie w tym intymnym miejscu, dlatego też możesz czuć dyskomfort – nie zważając w tym momencie na starszą gejszę, postanowił wytłumaczyć Sayuri, na czym owo badanie będzie polegało. – Nie będziesz musiała się rozbierać, sprawdzę to, gdy będziesz stała, nie będziesz mogła jednak zaciskać ze sobą nóg. Dobrze? – chciał mieć to już za sobą, dawno nie był w tak beznadziejnej sytuacji. Zdecdowanie bardziej wolał pomagać podczas porodów.
Przyklęknął przed dziewczyną i wsunął dłoń między materiał jej ślicznego kimona. Ostrożnie zagłębiał się między połami ubrania, przedzierając się przez kilka warstw. Chłodna dłoń lekarza dotknęła delikatnej skóry maiko na wysokości ud od ich wewnętrznej strony. Mógł przysiąść, że lekko się zarumienił, jednak głowę miał opuszczoną, by w razie konieczności niczego nie było widać. Był niesamowicie delikatny i subtelny.
- Nie denerwuj się – szepnął cicho. Dla niego było to równie nieprzyjemne.
Palce powędrowały wyżej i odnalazły strategiczny punkt, którego szukał. Przytrzymał mocniej jej nogi, by przypadkiem mu nie uciekła i zbadał ją ostrożnie, nie chciał w ten sposób przecież pozbawić jej dziewictwa – podczas niepotrzebnej szamotaniny. Z ulgą stwierdził, że jego podejrzenia były prawdziwe. Wyjął dłoń i od razu poszedł ja przemyć w przygotowanej wodzie. Nie potrafił teraz spojrzeć dziewczynie w oczy.
- Jest czysta, Mema-san – wydał werdykt. – Czy coś jeszcze mogę dla was zrobić? – dodał już na sam koniec.
Gejsza mogła zauważyć, że lekarz stał się bardziej spięty, że coś go ruszyło, gdy zbliżył się do jej podopiecznej. To był dobry znak.

Naoji

Rejestracja : 02/12/2013
Liczba postów : 20


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Sayuri on 13/12/13, 04:24 pm

Sayuri nie miała pojęcia, dlaczego ten mężczyzna miał taki kolor skóry i włosów. I pewnie już nigdy się nie dowie. Wyglądał na bardzo młodego, może był od niej starszy o zaledwie dziesięć lat. Zapewne cały swój kramik jako lekarz odziedziczył po nauczycielu, ale były to jedynie domysły samej maiko. Nie umiała za bardzo poruszać się w świecie mężczyzn, który wciąż był jej obcy. Poniekąd rozumiała, dlaczego Mema wybrała akurat tego mężczyznę. Młody, silny, wpływowy, o odpowiednim statusie i zapewne pieniądzach, który byłby świetnym danna. Nie zamierzała tym samym kwestionować wyboru swojej onesan. To ona przecież wiedziała najlepiej, co jest dobre dla podopiecznej.
Owszem, kokietowała z lekarzem, pokazując swoje zdolności. Musiała się odpowiednio zaprezentować mu smaczek swoich zdolności. Dzięki temu, będzie miał świadomość na to stać jej małą maiko. Na pewno wiedział, że gejsze mimo wszystko ze sobą konkurowały. Która będzie lepsza, która będzie bardziej utalentowana, popularna, lubiana i masę innych rzeczy, które w tym małym światku kobiet były bardzo ważne.
– Powinna już wiedzieć, co jej wolno robić, a czego nie, Takawa-san.
Uśmiechnęła się doń przepraszająco, skłaniając ku niemu lekko głowę. Była wdzięczna, że mężczyzna nie miał za złe młodej dziewczynie swojej impertynencji. Na jego kolejne słowa, maiko drgnęła, spuszczając spojrzenie z twarzy mężczyzny. W ogóle nie mogła zrozumieć o czym mówili. Bardzo prawdopodobne, że Mema-san specjalnie to zrobiła, licząc że to właśnie Naoji wyjaśni jej pewne sprawy, wprawiając tę dwójkę w niemałe zakłopotanie. Przecież wiedziała, że jej podopieczna jest nietknięta! Już ona dobrze ją pilnowała i dbała. Zresztą Sayuri była zbyt niewinna i nieświadoma by z własnej woli poddać się pewnym sprawom damsko-męskim.
Ze skromną ciekawością, przyglądała się krzątaniu mężczyzny. Nie ukrywała wcale, że uważnie mu się przyglądała, podziwiając jego zdecydowany chód. Nie był jak większość mężczyzn, którzy odwiedzali herbaciarnie. Miał w sobie pewną delikatność, kiedy przychodziło mu rozmawiać z kobietami. Maiko potrafiła to wyczuć. Nie obnosił się w stosunku do nich z wyższością, a raczej traktował z lekkim szacunkiem, jaki okazywano damom na zachodzie.
Ponownie skupiła spojrzenie w twarzy mężczyzny, unosząc nieznacznie brwi.
- Dlaczego ma być niemiłe?
Zadała pytanie, nim zdołała ugryźć się w język. Ach, nawet nie wiedziała jak wielką omyłkę właśnie popełniła, sugerując coś całkiem przypadkiem. Oczywiście nie zdała sobie z tego sprawy, dopóki Mema-san nie chrząknęła. Przystanęła sobie gdzież z boczku, żeby im nie przeszkadzać, ale także uważnie przyglądała się pracy lekarza.
Przechyliła lekko główkę, czując jak rumieńce wstąpiły na jej policzki. Miała ochotę zapaść się pod ziemię, gdy wreszcie zrozumiała, jakie zadanie stało przed tym mężczyzną. Nie skomentowała tych słów żadnymi słowami, bowiem nie wiedziała cóż miałaby odpowiedzieć. Nigdy nie dotykał jej żaden osobnik płci męskiej.
Gdy chciała odpowiedzieć na jego pytanie odnośnie zaciskania ud, wydała z siebie nie artykulacyjny dźwięk. Odchrząknęła, chcąc przywrócić sprawność języka.
- Dobrze, postaram się.
Nie mogła mu przecież obiecać czegoś, o czym nie miała pojęcia. Ciało mogło samo gwałtownie zareagować na obcą obecność.
Patrzyła jak przyklęknął przed nią, mając coraz większą ochotę stąd zniknąć. Spojrzała na Memę, jakby upewniając się, że wszystko przebiega z godnie z jej planem. Dostrzegła na jej wargach jedynie tajemniczy uśmiech. Sayuri przełknęła ślinę, opierając ostrożnie dłonie na ramionach Takawy. Mógł na nich poczuć lekkie muśnięcie drobnych paluszków maiko, zupełnie jakby jego policzka dotykał motyl. Bała się, że w pewnym momencie straci równowagę, więc chciała się podeprzeć. Wiedziała, że nie powinna dotykać mężczyzny w tak jawny sposób, ale onesan w ogóle nie zareagowała. Zupełnie, jakby tego nie wiedziała. Albo przynajmniej – udawała, że tego nie widzi.
Zamknęła oczy i zacisnęła wargi, by powstrzymać stłumione pisknięcie, gdy poczuła jego dłoń na skórze uda. Miała się niedenerować? Czy ten mężczyzna stroił sobie z niej żarty?
- Proszę sobie… ze mnie… nie żartować.
Powiedziała z cicha, przerywanym głosem, usiłując przybrać lekko obrażony ton. Lecz zamiast tego, wydało się, że była bardzo zestresowana. Postarała się nawet nie zacisnąć ud, gdy poczuła wreszcie jego palce… w tamtym miejscu. Zamiast tego, nieznacznie zacisnęła swoje dłonie na jego ramionach. Stała grzecznie, czekając aż wreszcie skończy i zawyrokuje.
– Ach, to bardzo się cieszę! Skoro pan to mówi, panie Takawa-sensei, to nikt nie ośmieli się więcej zaprzeczyć niewinności tej dziewczyny. Bardzo panu dziękuję.
Ukłoniła się ponownie w jego stronę, ale wciąż nie podchodziła do swojej maiko. Ta zaś, bardzo dyskretnie i szybko wsunęła w dłoń mężczyzny malutki, okrągły przedmiocik, który miał symbolizować jej chęć do tego, by to właśnie on został danna i starał się o dziewictwo młodziutkiej Sayuri.
Sama musiała przyznać, że jego dotyk nie był wcale nieprzyjemny, jak mógł to wcześniej zasugerować. Wręcz przeciwnie…
Gdy wreszcie „przesyłka” została dostarczona, do maiko podeszła szybko Mema.
– Z chęcią napisałabym się herbaty, jeśli nie ma pan nic przeciwko, panie Takawa-sensei. Dzisiejsza pogoda aż zachęca do łyka herbaty.
Sayuri spojrzała szybko na onesan. Naprawdę, czuła się z każdą chwilą coraz bardziej skrępowana.
– Dawno pana nie widziałam a naszej herbaciarni.
Podjęła temat.

Sayuri

Rejestracja : 10/12/2013
Liczba postów : 10


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Naoji on 15/12/13, 10:18 am

Lekarz stał i obmywał dłoń, w drugiej mocno zaciskając podarowaną wiadomość. Zadawało się, że nie słyszał, co też gejsza do niego mówi. W jego głowie nagle powstał niesamowity chaos.
Sayuri była piękną, młodą kobietą, tak niewinną, delikatną. Z pewnością zasługiwała na wiele. Lecz co on mógł dać? To prawda. Pochodził z naprawdę dobrego rodu, który miał ogromne wpływy, a raczej część rodziny do niego należało. Nie czuł się jednak na tyle godny, by odebrać dziewictwo temu ślicznemu kwiatu. W jego pamięci ciągle tkwiła inna kobieta, którą musiał pożegnać sześć lat temu.
Nie była zbyt urodziwa. Miała zwykłe, proste rysy twarzy, może nieco pucołowate, lecz ujęła go swym uśmiechem oraz spojrzeniem czarnych jak węgle oczu. Kochał ją całym sobą, lecz los odebrał mu ją w brutalny sposób – zmarła na gruźlicę niedługo po śmierci ich dziecka.
Naoji otrząsnął się z tych bolesnych wspomnień dopiero, gdy usłyszał głos gejszy. Mocniej zacisnął w dłoni prezent od Sayuri i odwrócił się znów do pięknych dam, starając się nie zdradzać swoich obaw i lęków, lecz jego oczy potrafiły zdradzić tak wiele. Młodziutka maiko mogła nie wiedzieć, o co chodzi, lecz starsza gejsza zapewne domyśliła się myśli lekarza.
- Tak, to dobry moment na herbatę… Proszę, przejdźmy do innego pomieszczenia, by było nam cieplej. Pogoda nie szczędzi i łatwo o przeziębienie – miał tu też na myśli siebie.
Jego układ odpornościowy nie był zbyt dobrze rozwinięty, więc szybko łapał wszelakiego rodzaju choroby, a mimo to nigdy nie odmówił pomocy drugiej osoby, nawet jeżeli to miałoby się skończyć dla niego tygodniowym leżeniem w domu.
Poprosił je już do pokoju znajdującego się w głębi domu, który był otoczony podwójnymi shoji, które lepiej chroniły od wiatru i innych warunków atmosferycznych. Podłoga w tym miejscu była wyłożona miękkimi tatami, po których z przyjemnością się sunęło. Szybkim, aczkolwiek sprężystym krokiem podszedł do paleniska i wzniecił ogień, który od razu zaczął ogrzewać nie tylko ściany, ale również znajdujące się w nim osoby. Z odruchu nastawił wodę i poszedł po trzy czareczki. Tyle czasu mieszkał już sam, że zdążył się odzwyczaić od usługujących mu kobiet.
Zatrzymał się w pół-kroku patrząc na Memę. Widział, że nie w ten sposób powinien się zachować. Ustawił wszystko na tacy i pozostawił resztę gejszy nieco speszony. Usiadł przy stoliczku pierwszy.
- Pracowałem, nie miałem czasu na odwiedzenie Was, śliczne kwiaty – posłał im obu komplement, jak i określił swój stosunek do wszystkich gejsz, przyznając im, że były niesamowitymi kobietami.
Dopiero teraz spojrzał znów na Sayuri. Miał dwa wyjścia. Przyjąć lub odrzucić propozycję. Gdyby się zgodził dziewczyna miałby pewność, że żadna krzywda jej nie spotka i będzie traktowana niczym sama cesarzowa, lecz gdyby jednak się nie zgodził… Wolał nie myśleć w czyje ręce mógłby wpaść ten delikatny motyl
- Mema-san… – zaczął nagle, odwracając znów wzrok od licznej czarnowłosej. Nie miał w obecnej chwili zbyt wielu pieniędzy, wszystko oddawał, lecz miał jeszcze majątek po swoim przybranym ojcu, który mu się należał. – Zgadzam się – odpowiedź dla Sayuri była dość tajemnicza, zaś sam Takawa po raz pierwszy znalazł się w podobnej sytuacji.
Był również mężczyzną, miał swoje potrzebny, nieważne jak bardzo próbowałby się ich wyprzeć. Musiał również zapomnieć o swojej przeszłości, która nawiedzała go niemal co noc w snach. Nie mógł też ukryć, że gdy spoglądał na maiko, jego serce zaczynało bić szybciej. Tego typu emocji nie czuje się zbyt często.
Mógł przysiąść, że utonął w jej błękitnych oczach, niczym nieszczęśnik, który wpadł do chłodnego jeziora z bezpiecznej łódki. Woda mogła go w tym momencie całkowicie pochłonąć.

Naoji

Rejestracja : 02/12/2013
Liczba postów : 20


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Sayuri on 15/12/13, 03:07 pm

Sayuri była gejszą. Dla oka-san była jedną z wielu, które przyniosą jej szansę na zarobek. Szybko zorientowała się, że z młodej Ochi wyrośnie piękna i delikatna niczym peonia dziewczyna. Na pewno wyczuła niezłą możliwość na zarobek, wystarczy odpowiednio sprzedać jej mizuage, by stała się pełnoprawną maiką, a potem i gejszą. Oka-san nie obchodziło to, że Sayuri mogłaby zasługiwać na znacznie więcej niż sprzedawanie talentów, uśmiechanie się i dyskretne uwodzenie mężczyzn. Świat kobiet był nieco inny, niż mężczyźni mogliby to sobie wyobrazić. Zapewne gdyby Naoji znał podejście właścicielki okiya do każdej Maiko i gejszy, nie wahałby się ani chwili i przyjął propozycję Sayuri, która nie miała nawet pojęcia, że właśnie się sprzedała. Mema-san nie mogła przecież poprzestać tylko na jednej propozycji. Miała na oku jeszcze kilku innych, wpływowych mężczyzn. Ośmieszyłaby biedną Sayuri, gdyby nie odbył się tradycyjny pojedynek między mężczyznami. Który da więcej za skarb ślicznej maiko.
Mema doskonale rozumiała to tęskne spojrzenie młodego mężczyzny. Znała jego zmarłą żonę, miała tę przyjemność i doskonale rozumiała, że mógłby odrzucić niewinną Sayuri. Niezależnie od tego, że mężczyzna przyjmie propozycję czy nie, młodą maiko i tak nie uniknie to, co czeka każdą gejszę. Mema-san jednak wiedziała, że jej skromna, ponadprzeciętnej urodzie Sayuri, zamieszała w głowie biednego Naojiego. Najwyraźniej wyczuła najsłabszy moment mężczyzny, który zaczął odczuwać małą samotność.
– Z chęcią, Takawa-sensei.
Skłoniła się kurtuazyjnie, przesłaniając twarz wachlarzem, by ukryć uśmiech zadowolenia. Gejsza ruszyła drobnymi kroczkami za mężczyzną, przechodząc do kolejnego pomieszczenia, nieco cieplejszego. Sayuri otrząsnęła się dopiero po chwili i również ruszyła. Stąpała bardzo cichutko w tabi, krok za krokiem, zmysłowo zataczając biodrami. Sayuri dyskretnie rozejrzała się po pomieszczeniu, wręcz podziwiając skromnie urządzony, ale przytulny pokoik. Mogła jedynie pozazdrościć. Sama miała przecież niewielki pokoik. Jednak nie musiała go już z nikim dzielić. Dzięki temu zyskała więcej prywatności, więc nieraz wolnymi wieczorami ćwiczyła grę na instrumencie albo recytowała coraz to nowsze utwory. Nie mogła sobie pozwolić na zaniedbanie umiejętności.
- Pozwoli pan, panie Takawa-sensei, że ja to zrobię?
Spytała cichutko. Jej głosik przypominał trzepot motylich skrzydeł. Posłała mężczyźnie delikatny, skromny uśmiech i kiedy zrobił jej miejsce, podtrzymała kimono i usiadła. Dyskretnym ruchem nadgarstka, odsłoniła kawałek swojej skóry przy dłoni, tak jak została nauczona. Do odpowiednich czareczek, przy pomocy bambusowego mieszadełka, wsypała zieloną herbatę, którą zaraz zalała wrzącą wodą. Następnie przeszła do roztrzepania herbaty, dzięki czemu nabrała odpowiedniej konsystencji. Gotową czareczkę z herbatą podała pierw gospodarzowi. Wstała z siadu i podreptała zmysłowym chodem w stronę Naojiego, by znów usiąść i go odpowiednio obsłużyć. Następnie drugą czareczkę podała one-san, zasiadając pomiędzy Memą, a Takawą.
– A zatem będzie pan musiał nas wreszcie odwiedzić! Sayuri to bardzo utalentowana maiko. Gdyby pan słyszał jej grę…
Urwała. Specjalnie, by w ten sposób zachęcić mężczyznę do odwiedzić herbaciarni. Sayuri poczuła na sobie spojrzenie Naojiego. Nie ośmieliła się go odwzajemnić, ale za to poczuła jak policzki się zaróżowiły. Zupełnie „przypadkiem” dotknęła swoim udem, udo lekarza, nie ośmieliwszy się nawet poruszyć.
Niestety, nie wszyscy wpływowi mężczyźni byli tacy honorowi i młodzi jak sam Naoji i zapewne zdawała sobie sprawę, skoro tak szybko podjął decyzję. Sayuri usłyszawszy jego odpowiedzieć, uniosła, dosłownie na chwilkę, swoje błękitne źrenice na twarz mężczyzny, by zaraz spuścić wzrok i ukryć radosne iskierki pod kaskadą czarnych rzęs.
– Niezmiernie mnie to cieszy. Zatem pańskim obowiązkiem będzie pojawienie się w herbaciarni. Wyślę panu zaproszenie, kiedy ten dzień nadejdzie.
Ukłoniła się w jego stronię. To, w jaki sposób mówiła o zaproszeniu świadczył, jakby by wręcz była pewna wygranej Naojiego. Tak, miała cichą nadzieję, że to właśnie on wygra „pojedynek” mężczyzn i da najwięcej. Nie bała się oddać swoją Sayuri w jego ręce.
Maiko nie miała pojęcia dlaczego serce zaczęło nagle bić szybciej. Nie wiele rozumiała z tej konwersacji. Chciała coś powiedzieć, jednak nie bardzo miała na to odwagę, dlatego nie pozostało jej nic innego jak wyczekiwać rozkosznego spotkania w herbaciarni. Ciekawe tylko, kiedy „ten” dzień nadejdzie. W miejscu, w którym stykały się ich uda, czuła przyjemne ciepło, które, z niewiadomego powodu, bardzo ją cieszyło.

Sayuri

Rejestracja : 10/12/2013
Liczba postów : 10


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Naoji on 16/12/13, 06:15 pm

Naoji zdawał sobie sprawę, że nie jest już najmłodszy, choć tak mogło się wydawać. W końcu miał już dwadzieścia sześć lat, a z każdym rokiem przybywało mu więcej wiosen. Dawno temu powinien poślubić już jakąś kobietę i mieć godnych następców, lecz on ciągle żył przeszłością i nie mógł się pogodzić z odejściem ukochanej.
Z rozmyślań wyrwał go tym razem dotyk ślicznej dziewczyny. Zapewne była od niego dużo młodsza i wątpił, by mieli, o czym rozmawiać, choć nie przywykł do skreślania osób na samym początku. Poniekąd chciał pozbawić sam siebie nadziei, że może mu być przy kimś dobrze. Pozostawała jeszcze kwestia zakupu jej czystości. Czasami nie rozumiał ludzi i mechanizmów, które nimi władały. W jego idealnym świecie kobiety powinny mieć takie samo prawo, jak on sam, powinny mieć wybór i mogły same decydować o własnym losie. Nie było sprzedaży dziewczynek. Zacisnął mimowolnie dłonie w pięści.
Pamiętał, że jego starsza siostrzyczka miała właśnie trafić do domu dla gejsz, gdyż nie było dla niej już miejsca u nich. Niestety nie zdążono tego zrobić - wszyscy zginęli w pożarze.
Zamrugał szybko i przyjrzał się temu, co robi Sayuri. Zastanawiał się, czy wypada mu ją upomnieć, czy też nie. Postanowił się jednak odezwał swoim spokojnym i ciepłym głosem.
- Herbata ta pochodzi z prefektury Akita. Zbierana jest zawsze dzień po pełni księżyca, gdy młode listki skąpane są jeszcze poranną rosą – przymknął oczy. Był tak daleko od domu, lecz nie czuł się godny, by mieszkać wśród klanu, który na dobrą sprawę go wychował. – To zielona herbata, delikatna oraz subtelna, której smak uwalnia się powoli, lecz jest w ostateczności wyrazisty. Wrzątek może ją zabić – dokończył cicho.
Miał nadzieję, że ta drobna uwaga odnośnie sposobu robienia herbaty nie sprowadzi nieszczęścia na maiko. Nie chciał sprawić jej przykrości, ale gdy będzie robiła tak oczywiste błędy, to może się to dla niej źle skończyć, a w ostateczności nie będzie przynosiła takich zysków, jak Mema-san sobie wyobrażała. Spojrzał na podaną mu czarkę i przez chwilę się nie odzywał. Zapadła niezręczna cisza.
- Przyjdę, gdy tylko odszukam czas wolny – uśmiechnął się nieznacznie. – Słońce tak szybko zachodzi, a sam dzień jest niezwykle krótki – miał zapewne na myśli, że nie potrafi sobie znaleźć wolnej chwili.
Zacisnął palce na naczyniu i przyłożył je do ust popijając przygotowaną dla niego herbatę. Spod przymrużonych oczu oberwał Sayuri, jej każdy ruch, gest. Było wielce pewnym, że to właśnie on wyłoży najwięcej i zyska sobie prawo do dziewczyny. Był za dobry, zwłaszcza dla kogoś, z kim poczuł choć nić porozumienia. Był również pierwszym mężczyzną, który dotknął czarnowłosej w tym intymnym dla niej miejscu. Zawalczy o szesnastolatkę, choćby później miał żyć niczym najgorszy z biedaków.
Ich wzrok spotkał się na chwilę i prawdopodobnie oboje speszyli się równie mocno. Spostrzegł jej delikatne rumieńce, a gdy odstawiał czarkę z herbatą, nieznacznie dotknął dłonią jej kolana. Te wszystkie przypadkowe, nieśmiałe gesty łączyły ich, chociaż żadne z nich o tym nie wiedziało.

Naoji

Rejestracja : 02/12/2013
Liczba postów : 20


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Sayuri on 20/12/13, 02:06 pm

W świecie mężczyzn – jeśli można to tak nazwać – istniało faktycznie sporo przekonań. Aby coś osiągnąć, trzeba być sędziwym, w sile wieku mężczyzną, który potrafi coś zdobyć. A tutaj taka niespodzianka, w postaci Naojiego. Wciąż był młody i jakby nie patrzeć pełny sił, niegdyś miał nawet uroczą żonę oraz dziecko. A więc posiadał wszystko, co prawdziwy mężczyzna mieć powinien. Przynajmniej w oczach publicznych i świecie kobiet. Starsze, pełnoprawne gejszy, śmiało mogłby go nazwać smacznym kąskiem. Sayuri nie do końca mogła wiedzieć, co ta alegoria znaczy, ale któżby się przejmował jakąś maiko? To gejsze stały wyżej w hierarchii i rzucały czasami nieodpowiednimi żartami, z ukrytymi kontekstami.
To, że Sayuri była młodą dziewczyną nie znaczyło wcale, że nie potrafiła mówić, a już na pewno nie wiedziała o czym mówić. Gejsza przede wszystkim miała na celu zabawienie gościa ożywioną rozmową, której treść wciągnie gospodarza. Najwyraźniej nawet w jego oczach Sayuri była tylko nic nie znaczącą, nieświadomą okrucieństwa losu i życia, maiko, którą nie warto zaprzątać sobie głowy i patrzeć nieco z góry.
Może właśnie dlatego, nie był w stanie powstrzymać się od zbędnego komentarza. Jak widomo, młoda maiko, odkąd tylko pojawi się w okiya, jest poddawana wszelkim naukom. A już na pewno doskonale zna się na ceremonii parzenia herbaty. Tak jak Naoji znał się na ziołach, tak Sayuri oraz jej one-san znały się na parzeniu herbaty.
Na wargach Memy-san, pojawił się pobłażliwy uśmiech, słysząc słowa mężczyzny. Już zamierzała coś odpowiedzieć, sprzeciwiając się niewiedzy mężczyzny, gdy wtem głos zabrała nieśmiała Sayuri. Spojrzała rozweselonymi, błękitnymi źrenicami na lekarza, ukrywając na chwilę swój uśmiech za woalem długiego rękawa od kimona.
- „Latem stworzyć wrażenie rześkiego chłodu, a zimą – rozgrzewającego ciepła, węgla wziąć tyle, by zawrzała woda, herbaty zaś tyle, by zrobić dobrą herbatę. I to jest cała tajemnica.”
Zacytowała słowa mistrza Rikyū, wytykając w bardzo subtelny sposób, błąd mężczyzny. Każda gejsza wie, że ceremonia parzenia herbaty to „droga do herbaty”, zalewana wrzątkiem, by wydobyć jej aromat. Jeśli woda ostygnie, herbata żadną siłą nie wydobędzie z siebie odpowiedniego aromatu, a już tym bardziej smaku.
Tym samym, Sayuri pokazała mężczyźnie, że nie jest tak głupia, za jaką ją początkowo wziął. Nawet one-san nie odezwała się słowem, zadowolona z tego, jak jej młoda maiko samodzielnie radzi sobie z mężczyzną, który tak nie umiejętnie zajrzał w nie swój świat.
Mema nieznacznie uśmiechnęła się na słowa mężczyzny, kosztując herbaty. Była idealna w smaku, a od strony praktyczniej, przyjemnie rozgrzewała na ciele. Oczywiście nie można o tym wspominać, toć to była istna profanacja herbaciana.
Sayuri nie miała pojęcia, o czym właśnie myślał mężczyzna. Mogła jedynie przyglądać mu się ukradkiem i z utęsknieniem czekać na następne spotkanie. Nie miała pojęcia czy jeszcze się zobaczą, a i nawet na głos nie mogła przecież wyrazić swojej chęci. To, jakie uczucia wzbudzał w niej ten mężczyzna, mogły pozostać jedynie w zakamarku czystej jak łza, duszy.
- Dojrzewające ziarna ryżu pochylają głowy.
Stwierdziła gejsza, odpowiadając również zagadkowo na słowa mężczyzny. Och, na pewno zrozumiał, o co Memie chodziło.
– Na nas już chyba czas, zabrałyśmy panu i tak sporo tego miłego wieczora.
Uśmiechnęła się, skinąwszy głową w stronę mężczyzny. Nie mogła się jednak ruszyć. Wszak była jedynie gościem i jakby nie patrzeć, czekała na pewne przyzwolenie ze strony mężczyzny. Nawet Sayuri zadrżała na ciele, nieznacznie smutniejąc. Było jej przykro, że musiała się już pożegnać. Dlatego szybko cofnęła swoje udo, by czasem one-san tego nie zauważyła, a i sam Naoji uznał ją za zbyt śmiałą i niewartą jego uwagi.
Zatem za pozwoleniem Naojiego, obie panie wstały i pożegnały się głębokimi ukłonami. Sayuri odczuwała smutek, wraz ze strachem. Nie wiedziała bowiem czy jeszcze spotka się z tym mężczyzną. Ewidentnie go polubiła, choć za żadne skarby nie mogła się z tym zdradzić. Ucieszyła się niezmiernie, gdy mężczyzna zapewnił o odwiedzeniu herbaciarni. Sayuri znów ujrzy Naojiego. Z lekkim sercem mogła opuścić jego dom,wraz z onesan.

[zt obie]

Sayuri

Rejestracja : 10/12/2013
Liczba postów : 10


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Rion on 29/12/13, 12:18 am

Lekarz prawdopodobnie był nieświadomy, że podczas wizyty był obserwowany przez kogoś z zewnątrz. Całe spotkanie, jakie miało miejsce w zaciszu jego domu tak naprawdę trafiło jeszcze w ręce kogoś innego, kto był doskonałym handlarzem tychże ciekawostek. Prawdą też było, że akurat ten drobny incydent byłby mu na niekorzyść gdyby zamierzał go komukolwiek sprzedać. Tak właśnie było z wszelkimi informacjami, że choć wydawały się być zaledwie cenne te, które naprawdę miały wagę, tak najważniejsze było to jak ktoś umiał je wykorzystać, a że Rion należał do osób sprytnych, to nie miał najmniejszego problemu z zarobieniem sensownych pieniędzy na sprzedaży tych czy innych ciekawostek. Teraz kiedy nieco dłużej pomyślał być może i dałoby mu to coś jakby pewnym osobom szepnął o tym co właśnie wydarzyło się w domu lekarza, ale nie był na tyle bezczelny, by czerpać przyjemność z jego niedoli, dlatego mimo niewielkiego dyskomfortu postanowił zachować to w tajemnicy.
Nie podobało mu się, że mężczyzna był zainteresowany kimś innym. Trochę go to bolało, ale zdawał sobie sprawę jakie relacje ich łączyły, na czym one polegały i co należało do jego obowiązków. Nie mógł narzekać, w koncu Nacji nie traktował go źle i wiedział, że pewnego razu znajdzie tę jedną jedyna, a on będzie musiał mu na to pozwolić – jakby miał inne wyjście. Za dużo myślał. Machnął na to wszystko reką. Martwić będzie się potem, kiedy sytuacja będzie tego wymagać, a teraz niech będzie tak jak zawsze było, czyli miło i sympatycznie.
- Nie wiedziałem, że gustujesz w takich dziewczynkach, ona ledwo co piersi dostała. Nie wstyd Ci, by taki stary dziad jak ty uganiał się za małolatami? – Rozbawiony wyszczerzył się w jego kierunku, kiedy wszedł do pomieszczenia bez pytania czy zapowiedzi. Zawsze tak robił i może nie tyle czuł się tutaj jak u siebie, ale nigdy nie odczuwał potrzeby zapowiedzenia się. Nigdy też nie przychodził w chwilach ważnych dla mężczyzny, choćby teraz. Pojawił się dopiero po wyjściu młodej maiko oraz jej starszej siostry. Doprawdy nie miał pojęcia, co lekarz widział w tej dziewczynie. Była totalnie zwykła, nie była ani wybitnie inteligentna, ani jakoś ciekawa pod żadnym względem. Dla niego jakby kolejna niespecjalna maiko, która rumieni się, bo ktoś na nią popatrzył. Prawdą było, że po części przemawiała przez niego zazdrość i w związku z tym mógł być nieco bardziej uszczypliwy aniżeli zdarzało mu się to, na co dzień. Był nieszczęśliwy i trochę rozgoryczony, bo to ona miała prawo być z kimś, na kim jemu zależało, on jako mężczyzna tego przywileju nie posiadał i mógł jedynie pojawiać się ukradkiem, wymykać tylnym wyjściem i nigdy, ale to nigdy nie pojawiać się publicznie w roli towarzysza.
- Nie wiem co ty w niej widzisz, dziewczyna rumieni się przy pierwszej lepszej okazji. – Prychnął już widocznie niezadowolony, że Naoji od razu nie pofatygował się do niego, by go ugościć tylko stał jak ten słup soli. – Mógłbyś się mną zająć. – Spojrzał na niego z wyrzutem i zsunął kimono z ramienia pokazując kilka paskudnych ran. Wynik jego wczorajszej eskapady w nieodpowiednie miejsce. Usiadł na podłodze czekając, aż lekarz zacznie robić to co do niego należy, a Rion z obrażoną miną spoglądał gdzieś w bok tym samym manifestując swoją chwilową frustrację. Tak, tak ten złośnik wręcz uwielbiał obnosić się ze swoim niezadowoleniem, szczególnie w obecności białowłosego lekarza.


Ostatnio zmieniony przez Rion dnia 05/01/14, 10:28 pm, w całości zmieniany 1 raz

Rion

Rejestracja : 28/11/2013
Liczba postów : 11


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Naoji on 04/01/14, 11:56 am

W domu zrobiło się cicho. Naoji przetarł zmęczoną twarz i spojrzał jeszcze w kierunku, gdzie zniknęły dwie kobiety. Dlaczego reagował w ten sposób? Uważał już siebie za starucha, który powoli powinien zacząć myśleć o przeprawie na drugą stronę, a nie o ślicznych włosach młodziutkiej maiko.
Jej spojrzenie było tak ciepłe mimo błękitu tęczówek, że lekarzowi robiło się lepiej na duszy. Jednak wraz z odejściem Sayuri powróciły wspomnienia o jego żonie, dziecku. Blade oczu zaszkliły się aż. Uświadomił sobie, dlaczego zgodził się na propozycję gejszy. Było mu żal dziewczyny, z pewnością nie chciał jej skrzywdzić.
Pogasił zbędne latarnie, nie spodziewając się już tego wieczora żadnego gościa. Marzyła mu się miseczka ryżu oraz posłanie w chłodnym pokoju służącym mu za sypialnię. Pusty dom zaczynał go przytłaczać, brakowało mu czasu na podstawowe czynności, a jego każdy dzień zaczynał się i kończył w taki sam sposób. Miał już udać się na spoczynek, gdy usłyszał dobrze znany mu głos. Drgnął pod jego wpływem i zatrzymał w pół kroku. Jego kąciki ust uniosły się nieznacznie.
Rion. Jego przyjaciel, towarzysz i… Kochanek. Nie pamiętał nawet, w jaki sposób rozpoczęła się ich wspólna znajomość i jak to się stało, że stali się sobie aż tak bliscy. Jasnowłosy mężczyzna mógł znów to zrzucić na samotność i brak towarzystwa, lecz prawda była taka, że bał się zbliżyć do jakiekolwiek kobiety, bał się przywiązania, a później straty, bo i ta go zapewne znów go spotkała. By po raz kolejny przerwać niewygodne myśli, odgarnął niesforny kosmyk za ucho.
- Przemawia przez ciebie zazdrość, przyjacielu – oznajmił spokojnie i rozejrzał się za kawałkiem drewienka, który mógłby posłużyć za rozpałkę.
Mógł się domyślać jedynie, że za szybko się nie położy i nie pogrąży w niespokojnych snach. Nie zdążył się nawet poruszyć, gdy jego gość zasiadł na jednej z mat i odsłonił skórę.
Zmęczony, był tak bardzo zmęczony. Postawił latarnię obok ciemnowłosego gościa i po omacku poszedł do sąsiedniego pomieszczenia po odpowiednie przyrządy. Usiadł tuż przed Rionem i podwinął sobie rękaw. Przyjrzał się ranom i westchnął.
- Masz rację, jestem staruchem. Powinienem od razu położyć się i czekać aż bóg śmierci zabierze mnie do swojej krainy – zaczął standardowe przemywanie rany.
Chociaż był już wykończony całym dniem, to jego ruchy były precyzyjne. Opuszki palców delikatnie, wręcz z lubością sunęły po zdrowej części ramienia mężczyzny. Omijał zranione miejsce i w tym też momencie spojrzał na odwróconą w zupełnie innym kierunku twarz informatora.
- Nie dąsaj się. To tylko lekka rana – nie chciał rozmawiać na temat maiko.
Doskonale wiedział, że Rion i tak wszystko widział, nie było sensu ciągnąć tego. Wziął w dłoń bandaże, lecz nim zaczął owijać ramię kochanka, złożył na nim delikatny pocałunek. Chciał go ugłaskać, poprawić humor? Bardzo możliwe. Gdy zakończył swoją lekarską powinność, odgarnął pasmo włosów mężczyzny za ucho.
- Co znów robiłeś, że zostałeś zraniony? – zapytał spokojnie, gdy się odsunął nieznacznie.
Nieco pochylony, w nikłym świetle, z niesamowicie bladą cerą i równie jasnymi włosami wyglądał nie tyle, co mizernie i strasznie, co tajemniczo. Mógłby być nocnym przewidzeniem, marą senną. Spoglądał niemal bezbarwnymi oczami na przyjaciela. W ostateczności położył swoją dłoń blisko jego własnej, że ich palce niemal się ze sobą stykały. Naoji był wyczulony na nastrój ciemnowłosego i w takich chwilach było łatwo nim manipulować.

Naoji

Rejestracja : 02/12/2013
Liczba postów : 20


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Rion on 13/01/14, 10:18 pm

- Chyba kpisz. – Prychnął niczym niezadowolony kot, oburzony stwierdzeniem lekarza oraz jego dziwną teorią dotyczącą jego rzekomej zazdrości. A niech się wypcha tymi swoimi irytującymi sugestiami. Wcale, ale to wcale nie był zazdrosny o tę dziewczynę. Był od niej o wiele lepszy pod każdym względem. No dobra, może nie posiadał pewnych walorów, na które mężczyźni lubią zwracać uwagę, może nie był tak delikatny i filigranowy, a jego skóra nie przypominała tej u porcelanowej lalki, ale na litość boską był przystojny, inteligentny, ciekawy i pełen energii. Potrafił nie tylko zaspokoić zachcianki ciała, ale i umysłu, ukoić zarówno duszę, jak i ciało. A jednak ustawiał siebie nie tyle na równi z dziewczyną, co w ogólnej konkurencji jakby naprawdę mieli konkurować o osobę Naoji’ego tylko, że on tego nie chciał, bo podskórnie czuł, że nie uda mu się tym razem wygrać. I właśnie dlatego jeszcze bardziej dąsał się niż zazwyczaj. Zrzucał winę na lekarza jakby to on był wszystkiemu winien i powinien wziąć za to odpowiedzialność, z reszta jak zawsze, bo Rion wręcz uwielbiał go tym obarczać, stwarzać milion problemów do rozwiązania, tak jakby Naoji nie miał własnych kłopotów i potrzebował tych serwowanych przez chłopaka.
- Nie przekręcaj moich słów. Chodzi mi tylko o to, że dzieli was przepaść wiekowa i dziwię się, że tobie to nie przeszkadza. – Spokojnie siedział próbując się ani o milimetr nie poruszyć. Lubił ten neutralny dotyk lekarza, który w krótkiej chwili zmieniał się nie do poznania. Te subtelne pocałunki i delikatność, z jaką się z nim obchodził. Można było odnieść wrażenie, że Rion zbytnio nie cierpiał z powodu tych ciągłych uszczerbków na ciele, ponieważ opieka lekarza przynosiła mu wiele radości. Uwielbiał, kiedy białowłosy się nim zajmował, pielęgnował strudzone ciało.
- Ktoś miał ze mną problem i tak jakoś wyszło. – Z powrotem zakrył ramię kimonem, bo nagle poczuł jak Naoji wkracza w sferę, o której nie lubił zbytnio mówić. – Sam powiedziałeś, że to lekka rana nie ma co tego roztrząsać. – Burknął jak obrażony pięciolatek, któremu kazano zostawić zabawę i zrobić coś na co wybitnie nie miał ochoty. Dlatego Rion przerzucił się na coś co akurat mu się spodobało i co zamierzał zrobić od dawna. Pewnie złapał mężczyznę za rękę i pociągnął w swoim kierunku, a następnie oplótł drugą ręką w talii, mając go w ten sposób tuż przy sobie. Nie czekając na reakcję lekarza począł obdarowywać go namiętnymi pocałunkami, które ciasno – jeden przy drugim - składał na jego szyi.

Rion

Rejestracja : 28/11/2013
Liczba postów : 11


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dom lekarza

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach