Główna brama

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Główna brama

Pisanie by Natsume on 14.12.13 22:09

- tu pojawi się opis, gdy zepnę pupę i go popełnię -

_________________________________________________________

Kopyta dudniły na bruku.
Pruł nisko pochylony nad końską grzywą, wdychając ostry zapach spoconego zwierzęcia. Jego własne, równie przepocone i tłuste włosy lepiły się do policzków i mokrego od potu czoła. Zagryzał zęby, czując rytmiczne wstrząsy.
Szybciej!
Koń robił bokami i przeskakiwał przez kałuże, umiejętnie ściskany udami w odpowiednim momencie. Natsume właściwie nie musiał tego robić. Wierzchowiec pędził sam, jakby i on był gnany lękiem.
Nie, żeby o umierającego ojca. Śmierć jest naturalnym następstwem życia, do którego Natsume był przyzwyczajony od zawsze – wiedział, że umrze, wiedział też, że jego najbliżsi także umrą. Nadchodząca wielkimi krokami śmierć Hidetory też nie robiła na nikim wrażenia. Naturalnym było, że tak chory człowiek musi w końcu dać sobie spokój i opuścić ten łez padół.
Ale dlaczego teraz?
Dlaczego nie za rok? Dwa? Pięć? Ilekolwiek. Tyle, żeby wystarczyło, by Natsume stał się umiejętnym strategiem, doświadczonym dowódcą i odpowiedzialnym mężczyzną. Kimś, kto może stać się głową rodu. Zawsze tego pragnął, ale nie był tak zachłannym bachorem jak Natsu, by chcieć wszystkiego od razu.
- Nie mogę – szepnął pomiędzy jednym wstrząsem o drugim. Kopyta konia waliły o bruk.
Jechał.



***

Rogi odezwały się, nim chociaż zbliżył się do bram na odległość dwóch strzałów z łuku. Niskie, przeciągłe zawodzenia uprzejmie informowały: Widzimy cię. Kimkolwiek jesteś, okrzyknij się imieniem i nazwiskiem, wyjaw powód swojej wizyty, a ugościmy cię z radością.
Lub nie.
Natsume nie zamierzał się okrzykiwać. Nie zsiadł z konia, ba, nawet nie zwolnił. Pruł prosto na bramę, uniesiony na strzemionach, z twarzą niemal wtuloną w grzywę konia.


***

- Kapitaniee! – zawył strażnik, dotoczywszy się do stróżówki ukrytej w cieniu murów. – Kapitanie, samotny jeździec! Zaraz staranuje bramę!
- Co?!
- Kapitanie, samotny je…
- Słyszałem! – warknął stary samuraj o imponującym wąsie. – Nie zareagował na rogi?
Strażnik wyglądał jak siedem nieszczęść.
- Nie.
- Kapitanieee! – zawył drugi, zatrzymawszy się tuż obok swojego poprzednika. Był równie zziajany i zdyszany, pot ciekł mu po twarzy, ale ten, w przeciwieństwie do kolegi po fachu, miał na twarzy głupawy uśmiech szczęścia. – Kapitanie, proszę wezwać pana Hashimoto!
- Co do…? – warknął dowódca straży zamkowej.
Strażnik mrugnął konspiracyjnie.
- Proszę wezwać Hashimoto-sama – powtórzył już ciszej. – Natsume-sama zamierza zdemolować bramę.


***

Brama została otwarta w ostatniej chwili. Natsume wjechał z impetem pomiędzy rozchylone skrzydła, a następnie ostro spiął wodze, osadzając konia w miejscu. Gempechi był przyzwyczajony do takich akrobacji, zatrzymał się momentalnie i parsknął cicho, jakby ucieszony z udanej sztuczki.
Ledwo chłopak zdążył zejść z konia, już nadbiegał stajenny, gotów przejąć wodze i odprowadzić wierzchowca. Najpierw jednak padł na twarz przed synem swojego pana, a wszystko wskazywało na to, że i zarazem jego następcą.
- Natsume-sama, witaj w domu – wymamrotał, dławiąc łzy szczęścia.
- Taa. Dawno mnie tu nie było, nie, Akira?
Znał imiona całej służby pałacowej oraz większości żołnierzy, którymi dowodził. Wszystkich, nawet tych zwykłych przydupasów. Klan Murakami był niezwykły pod tym względem – szanowano człowieka ze względu na samego człowieka, a nie jego status społeczny.
Natsume zachwiał się. Stajenny podtrzymał go pod ramię, oglądając z paniką, jakby doszukiwał się ran zadanych bronią.
- Nic mi nie jest – mruknął Murakami, machnąwszy ręką. Ostatnio zszedł z konia sześć godzin temu. Nogi zdążyły mu zdrętwieć, stał teraz jak na dwóch kłodach i półprzytomnie rozglądał się dookoła. Szukał go.
Nigdzie go nie było.
Gdzie on jest?
Ryunnosuke… gdzie jesteś?

Natsume

Rejestracja : 08/12/2013
Liczba postów : 18


Powrót do góry Go down

Re: Główna brama

Pisanie by Ryunnosuke on 14.12.13 23:18

Nikt nie przypuszczał, że panicz pojawi się tak szybko i to bez uprzedniej zapowiedzi. No dobrze nikt, oprócz jednej osoby, która była wręcz przekonana, że ten arogancki młodzieniec strzeli ze stolicy niczym grom z jasnego nieba. Był niepokorny, nieokrzesany i często działał pod wpływem niejasnego impulsu. Czy był już w drodze? Czy wszystko było w porządku? Jego częste nieprzemyślane decyzje zawsze wprawiały Ryunnosuke w obawę, że tym razem coś sobie zrobi, że przeceni swoje możliwości i nie uda mu się zachować bezpieczeństwa. I tym razem drżał z obawy, że Natsume nie będzie zważał na okoliczności.
- Hashimoto-sama! Hashimoto-sama! – Nieznośne krzyki rozległy się po całym dworze, ktoś biegł tak szybko, że miało się wrażenie jakby miał zaraz się przewrócić. Wpadł bez zapowiedzi do pokoju Ryunnosuke, ciężko dysząc i usiłując złapać oddech.
- Hashimoto-sama… P-panicz przyjechał. – Wystarczyło, by mężczyzna niewiele myśląc zerwał się, wyminął umiejętnie sługę i popędził w stronę głównej bramy. Nie oglądając się za siebie opuścił budynek i wpadł na główny dziedziniec nieco zwalniając. Nie było jego zamiarem okazywać jakiegokolwiek pośpiechu, w końcu zamierzał porozmawiać z Natsume poważnie i wygarnąć mu kilka niestosownych rzeczy, o których zdążył usłyszeć. Jeszcze kilka kroków dzieliło go, by wyjść zza budynków i dotrzeć do bramy, a tam powinien stać ten nieokrzesany młodziań.
- Natsume-sama, nie sądziłem, że tak szybko uraczysz nas swoją wizytą. Rad jestem, że bezpiecznie dojechałeś do domu. – Szybko skłonił się przed nim, nisko opuszczając głowę wraz z tułowiem, następnie podziękował gestem Akirze i przejął młodego panicza obejmując go w pół ramieniem.
- Jak zwykle byłeś nieroztropny i nie dałeś koniu czy sobie chwili wytchnienia. Teraz ledwo trzymasz się na nogach, Natsume-sama. – Westchnął z dezaprobatą na jego nieco mizerny wizerunek. Wyglądał na wycieńczonego i taki pewnie był, czym prędzej trzeba było go przetransportować do rezydencji, by mógł się położyć i odpocząć chwilę, by następnie mógł udać się do swego ojca.

Ryunnosuke

Rejestracja : 10/12/2013
Liczba postów : 18


Powrót do góry Go down

Re: Główna brama

Pisanie by Natsume on 16.12.13 21:47

Ryunnosuke był zawsze.
Gdy trzeba było przejąć karę za zniszczony podczas ćwiczeń, bezcenny wazon, gdy trzeba było wytłumaczyć raz jeszcze arytmetykę, gdy trzeba było przekonać, że w cieniu komnaty nie czai się żaden potwór. Ryunnosuke był zawsze i to tak dalece pewny, że jego nagły brak odcisnął się na chłopaku nieomal jako pustka.
Ten rok Kyoto wcale nie był dobry.
Zrozumiał to dopiero teraz, gdy silne, męskie ramię podtrzymywało go w pasie, a przyjaciel prowadził do zamku. Przecięli na ukos wysadzany otoczakami, usypany drobniutkim jak pył żwirkiem i upstrzony starannie pielęgnowaną roślinnością dziedziniec, ignorując główne wierzeje, a kierując się bezpośrednio w stronę obszernej werandy. Obaj wskoczyli na nią zręcznie, wlokąc chłopaka bocznym wejściem, jak złodzieja lub kochanka, ale za to szybko. Natsume było wszystko jedno.
Po prostu chciałby się umyć.
- Marudzisz, Ryu – mruknął pod nosem, mrużąc oko. – Przygotuj mi kąpiel, proszę.

z/t -> Prywatny pokój Natsume

Natsume

Rejestracja : 08/12/2013
Liczba postów : 18


Powrót do góry Go down

Re: Główna brama

Pisanie by Sponsored content Today at 15:26


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach